8 godzin snu


Dzisiaj jest taki dzień, że mam ochotę kląć od samego rana. I robię to, kiedy tylko znajdę się poza zasięgiem małych uszu. W nocy zaliczyłam milion pobudek. Nie wiem ile. Po pięciu straciłam rachubę. Dzień zaczął się zdecydowanie zbyt wcześnie, kiedy to obudziło mnie cichutkie „Mamo, gil!” Otworzyłam z wysiłkiem oczy i zobaczyłam nad sobą ukochaną dziecięcą twarzyczkę z wielkim zielonym gilem wiszącym z lewej dziurki małego noska. Widok na tyle nieprzekonujący, że zdaje się, zamknęłam znowu oczy. „Mamo. GIL!” powtórzyła twarzyczka bardziej dobitnie, widząc, że balansuję jeszcze na krawędzi snu i jawy.  „Idź wytrzyj”, próbowałam ukraść choć kolejną minutkę. Niestety. Gil był z rodzaju tych trudno wydmuchiwalnych. Przez hałas wywołany walką z tą zieloną paskudą (gila mam na myśli) obudziła się Ala i zaczął się dzień. Od tego czasu słucham zaciętej płyty z jednym utworem na pętli. „Mamo, mamo, mamo, mamo”. Znacie? U mnie to hit. To taki melodyjny utwór a cappella na dwa głosy. Moje córki wykonują go, ilekroć wychodzę z pokoju, żeby zająć się czymś
innym niż one. Najczęściej słucham, kiedy przygotowuję posiłki w kuchni. Gra od świtu, aż do zmierzchu, kiedy to odbiorniki udają się na spoczynek i przestają nadawać.
Taki dziś mam dzień. Pomarudzę Wam, żebyście nie myśleli, że to moje macierzyństwo jest utkane z waty cukrowej i anielskiego włosia. Bo optymizm chętnie, ale sen również. I chociaż zazwyczaj w chwili zwątpienia, pocieszam się, że nie tylko ja tak mam i to minie, jak wszystko inne, tak dzisiaj mam to wszystko w nosie, bo od roku chodzę niewyspana. I zaczynam wątpić, czy jeszcze kiedykolwiek się wyśpię. Marzę, żeby dostać 8 bitych godzin snu. E tam 8 godzin! Nie będę się rozmieniać na drobne. Spałabym bite 12! Cały dzień! Zaszalałabym i spała do oporu! 

2 komentarze

Zostaw komentarz

Navigate