lato

Mam ochotę zatrzymać czas. Jest tak, jak sobie wymarzyłam, kiedy na świecie było jeszcze ciemno i zimno. Czyli parę miesięcy temu.
Kiedy w marcu opuszczałam rano rolety, tylko po to, żeby się przekonać, że słońca nie będę oglądać przez kolejny dzień, trzeci miesiąc z rzędu, czekałam waśnie na to. Bo teraz nawet nie muszę odsłaniać rolet, żeby wiedzieć jaka jest pogoda na zewnątrz. Słońce wciska się przez każdą najmniejszą szczelinę, razi w oczy, bezczelnie igra sobie z kurzem w powietrzu. Razem z promieniami słońca do mieszkania wciska się ciepłe powietrze, zapach suchej trawy czuć od samego rana. Latem dzień trwa tyle, ile trzeba. W sam raz. Nie ważne co trzeba zrobić, zdążymy, albo nie. Jutro też wyjdzie słońce. I choćby nic nie szło po mojej myśli, to wystarczy, że Lila zbierze bukiet polnych kwiatów w drodze po zakupy, żeby to był najpiękniejszy dzień. Jest cudownie. Wieczorami przez otwarte okna słychać grające świerszcze, ktoś kogoś nawołuje, wracając z późnego spaceru. Letnia cisza nocna tętni życiem. Włosy pachną wiatrem, a ubrania schną w jeden dzień. 
Wierzyć się nie chce, że zaraz koniec sierpnia. Że trzeba będzie opatulić się kocem, swetrem, szalem. Zaskarpetowić się i obuć. Nie twierdzę, że nie będzie miło, ale… jeszcze nie. Proszę. Wracałam wczoraj rowerem po dwudziestej, jeszcze bez skarpetek i chłonęłam każdą sekundę tej przejażdżki. To wspomnienie będzie mnie trzymać przy życiu do następnego lata.

3 komentarze

Zostaw komentarz

Navigate