koniec macierzyńskiego. co dalej?

fot. Tekstualna
Zabawna sprawa z tym urlopem macierzyńskim, czy też wychowawczym. Niby urlop, a człowiek nijak nie wypoczywa. Niby nie musi, a i tak wstaje o świcie. Ktoś policzył, że praca, którą wykonuje kobieta w domu, kosztowałaby 30 tysięcy funtów rocznie, przy założeniu, że zatrudniałoby się do tego ludzi. Wiecie, sprzątanie, prasowanie, gotowanie, opieka do dziecka, i te inne rzeczy, które robimy przy okazji. Pomijając oczywiste dysproporcje w wynagrodeniu – te liczby robią wrażenie.
Ludzie patrzą na Ciebie jak na nieroba, kiedy mówisz, że nie wracasz do pracy po macierzyńskim? Ja Ci biję brawo! Patrz, ile hajsu w suchym! Do ręki tej kasy nie dostaniesz, ale ile zaoszczędzisz. A nie. Czekaj. Zapomnialam, że nawet kiedy wrócisz do pracy, w domu będziesz musiała ogarniać drugi etat. Za frajer!
Żarty na bok! Myślę o ścieżkach rozwoju kariery własnej. Nadszedł dla mnie właściwy moment. Był czas, kiedy czułam, że jeśli zaangażuję się w pracę zawodową, straci na tym nasz dom. Teraz wiem, że ogarnę i jedno i drugie. Nie dlatego, że nabrałam jakchiś nowych mocy, ani nie dlatego, że muszę. Dlatego, że chcę. Poprostu już to czuję. I gdybym zaczęła cokolwiek robić wcześniej, najpewniej pracowałabym na pół gwizdka, bo nie wkładałbym w to serca. A nie lubię czuć, że coś partaczę. I tak, jak potrzebowałam tego czasu w domu, żeby się „nauczyć” macierzyństwa, tak teraz czuję się w temacie na tyle „obyta” i „pro”, że mogę wskoczyć na wyższy level i robić równolegle coś innego, wkładając w to serce i zapał. 
Wiem, że brzmię jak ostatni osioł świata. Ale może któraś z was ma podobne rozterki. Może też boicie się ruszyć z miejsca. Boicie się „zostawić” dziecko i iść do pracy. Albo zwyczajnie czujecie się winne, że nie robicie nic, poza byciem kurą domową. A może nie wiecie, co chcecie robić w życiu (mimo, że trzydziestka na karku…)? Chodzi mi o to, że macie prawo mieć wątpliwości i nie powinnyście się zbyt mocno biczować, bo w domu odwalacie kawał dobrej roboty i to, co robicie na macierzyńskim MA znaczenie. Prowadzenie domu to JEST praca. Mimo, że nie da się tego umieścić w cv. W pewnym momencie może się poprostu okazać, że jesteście gotowe robić coś innego/coś jeszcze. I dla każdego ta chwila przychodzi w różnym czasie, nie ma co się oglądać na innych, czy przejmować się tym, co inni sądzą.
Wiem, że kiedyś macierzyński trwał 3miesiące i kobiety wracały do pracy tak szybko. Wiem też, że ten wydłużony okres w domu z dziećmi to przywilej, na który większość mam nie stać. Nie każda też może sobie pozwolić na wydziwianie, co by chciała robić dalej, bo jeść coś trzeba i każda praca jest dobra, jeśli jest. Mogę mówić tylko ze swojego punktu widzenia, a ten jest taki, że zeszło mi kilka lat w domu, zanim zrozumiałam, co chcę robić. 
Nie wiem, czy nie minęłoby kilka następnych, bezproduktywnych, gdyby nie to, że poznałam Monikę. Monika nie robi planów na przyszłość. Ona działa. Każdy pomysł przekuwa w Zrób to, no! Zupełnie odwrotnie niż ja, bo ja muszę temat przeżuć sto razy, zapomnieć o nim, a potem przypomnieć sobie, przeżuć i ewentualnie ruszyć. I dzięki Monice postanowiłam ruszyć z tematem, o którym zapomniałam już dawno. I jeżeli napiszę to tutaj, to będzie mnie to motywowało. We wrześniu Ala kończy rok i oficjalnie kończy się mój urlop macierzyński, wtedy też ruszam do boju. Trzymajcie kciuki. 

Zostaw komentarz

Navigate