double the joy

Miał być milion postów o przyjaźni, bliżniętach i spacerach po Gdańsku, tymczasem okazało się, że mimo iż są chęci i materiał dowodowy w postaci milionów zdjęć, zwyczajnie brak mi sił na realizację, gdyż czwórka dzieci, to dwa razy więcej niż dwoje i mimo, że my też jesteśmy dwie, to jest nas jakoś dziwnie za mało. Ale od początku.

Moja najlepsiejsza w świecie przyjaciółka Marta przyjechała do mnie na wakacje. Ze swoimi niespełna dwuletnimi córeczkami. Czekałam miesiącami na tą wizytę, bo ostani raz widziałyśmy się, kiedy była jeszcze w ciąży. Tęsknota jak stąd na księżyc. Trochę było znaków zapytania, bo samotna podróż z dwójką dzieci przez pół Polski to nie jest takie hopsiup, przy dzieciach, które ruchu potrzebują chyba bardziej niż snu, ale przyjechały. Nie mogło być inaczej niż zarąbiście! A dziś już ostani dzień. Dziwnie szybko to zminęło. Powinno być drugie tyle. Moje dziewczyny kochają jej dziewczyny i byłoby cudownie mieć je wszystkie tutaj na stałe. Spotykać się na spacery, kawę i takie tam inne dziecięce randki.

Jestem naładowana optymizmem, macierzyńską miłością i przyjemnymi wspomnieniami. Obserwowanie Cię Martusiu w roli mamy to czysta przyjemność, jesteś ostoją spokoju i cierpliwości. A Twoje córeczki to najsłodsze i najgrzeczniejsze tornada, jakie się przetoczyły przez nasz dom.
Do zobaczenia ciocia Marta i dziewczynki!
 

2 komentarze

  1. Pingback: TROCHĘ O PRZYJAŹNI, bo mam szczęście do ludzi – Małe Psotki

Zostaw komentarz

Navigate