czy ja widzę podwójnie?

Kiedy mówiłam znajomym i rodzinie, że odwiedzi mnie przyjaciółka z bliźniakami, kwitowali to krótkim „Oj..” Jakby miały ze sobą przywieźć gniazdo os w walizce, czy coś. Troche się obawialam, co to będzie. Bo wiecie. Bliźniaki mają ukryte moce, komunikują się bez słów, mają jaźń zbiorową, przenoszą meble siłą woli. Wiadomo.
Tymczasem okazało się, że bliżniaki to bardziej dar z niebios niż skaranie, bo można je idealnie zsynchronizować, przez co mniej z nimi czasem roboty niż z dwójką dzieci w różnym wieku. Owszem wyłapać je na plaży jest trudno, pomnóż dwulatka razy dwa, zwłaszcza kiedy rozbiegają się w dwóch różnych kierunkach. Myślę, że za rok ich mama będzie mogła spokojnie usiąść na piasku i w spokoju patrzeć, jak się razem bawią. Nie będzie musiała przynajmniej siadać obok podejrzanych ludzi, tylko dlatego, że też mają dziecko, żeby tylko jej miało się z kim bawić ( trzyletnia Lilka miała ciągły głód zabawy z dziećmi… )  
Nie było strasznie. Było wesoło. Kiedy to pisałam któregoś ranka w zeszłym tygodniu, w naszym domu było dużo dzieci. Powoli zaczynały się właśnie budzić. Wszystkie na raz. A potem było tylko wesoło. Od dwóch dni jest tak cicho, że aż dziwnie. 

Nie miałam nigdy do czynienia z bliźniakami. Aż którejś wiosny dwie z moich znajomych zaszły w bliźniacze ciąże. Trochę strach, bo człowiek ma tylko dwie ręce, które nawet przy pojedynczym niemowlaku są zawsze zajęte. Kiedy rozmawiamłam po roku od urodzenia z jedną z nich, mówiła, że nie śpi, nie je, nie ma czasu. Że ciężko, aż się płakać chce.
Słyszę, jak druga z tych mam, właśnie przygotowuje mleko dla swoich córeczek w mojej kuchni i wiecie co? Nigdy nie narzekała, że ciężko. Bo czy dwójka zdrowych, mądrych dzieci to może być powód do narzekań? Mówi, że najbardziej denerwuje ją, kiedy ktoś jej współczuje. No bo jak można komuś współczuć dlatego, że urodził bliźniaki. Double trouble, double joy. Dwie zdrowe wspaniałe dziewczynki. Cud. Trochę jak promocja dwa w cenie jednego. Obie idealne. Owszem trudno czasem nadążyć, są gorsze momenty, ale bilans wychodzi na plus.
Lubię sobie ponarzekać, że ciężko. Że psotki marudzą. Że paznokci nie ma
kiedy pomalować. Że nie ogarniam. A że wszystkie mamy narzekają, narzekam stadnie i
gromadzimy się razem pod sztandarem „oezu, jak ciężko być matką”. Po tej
wizycie napewno będę mniej narzekać. Potrzebowałam przypomnieć sobie, jaka ja sama byłam kiedy Lila miała dwa lata, ile miałam chęci i zapału.. Bycie mamą to przede wszystkim fajna przygoda. W gruncie rzeczy wykonujemy
najbardziej pozytywny i wdzięczny zawód świata. A nasza frustracja jest
czasami troche na wyrost i trochę na pokaz. 
Trochę się zastanawiałam, jak damy radę z naszą wspólną gromadką i jak się będą nasze dziewczyny dogadywać. Ale jest super. Padamy obie na ryja wieczorem, ale padamy z uśmiechem na wpół przytomnych ustach. Jest dobrze. 

Już kombinuję podróż do Was z dziewczynami. See you soon my friend!

2 komentarze

  1. Pingback: TROCHĘ O PRZYJAŹNI, bo mam szczęście do ludzi – Małe Psotki

Zostaw komentarz

Navigate