będę łysa, taki mój matczyny los

źródło zdjęcia

Widziałam ostatnio kobietkę we Wrzeszczu, miała długie kasztanowe włosy, sięgające pupy. Moje włosy. To znaczy nie moje, ale moje wymarzone. Bo niestety nigdy nie miałam takich „osiągów”. Długie włosy mają długą listę wad i jedną kolosalną zaletę – są mega kobiece. Przynajmniej moim zdaniem. Taaaa…(wzdech) Och, jakże nam matkom ciężko być przy okazji kobietami. Och jakże często ratować się musimy suchym szaponem, bo „cholera, zapomniałam umyć” tuż przed wyjściem. Chociaż może to tylko ja tak nie ogarniam. 

Kiedy moja Lila miała pół roku, ściełam włosy na krótko. Mówią, że kiedy kobieta drastycznie zmienia fryzurę, to wiąże się to ze zmianami w jej życiu. U mnie nie. U mnie takie decyzje zapadają pod wpływem nagłych emocji.

Zazdroszczę dziewczynom, które latami chodzą w jednej fryzurze. To się wiąże chyba z jakimś wewnętrznym spokojem ducha i niezachwianą pewnością siebie. Tak mi się przynajmniej wydaje. Kiedy więc zdecydowałam obciąć moje wcalejeszczeniedopasasięgające pukle, to nie była żadna manifestacja. To była konieczność. Lila wisiała na moich włosach praktycznie całe dnie, ciągnąc i wyrywając, radośnie śmiając się przy tym, po czym łaskotała się wyrwanymi kosmykami po twarzy. Moja obolała głowa miała dosyć. Ściełam. Na krótko. I moje życie zmieniło się na lepsze. Kiedy tylko przeszła jej ta dziwaczna skłonność, zaczęłam je znowu zapuszczać. Trochę mi to zajęło. I co? Nie ma, że sen się ziścił! To jest jakoś genetycznie uwarunkowane zdaje się, bo Alicja robi dokładnie to samo! Można oszaleć. Czy znacie podobne przypadki? Czy tylko u mnie takie wariatkowo? Ale drugi raz się nie poddam. Kiedy tylko otwieram rano oczy, upinam włosy tak wysoko, jak tylko się da. Biada mi, jeśli zapomnę. 
Poszłam do fryzjera. Znalazłam w końcu takiego, po którym nie muszę poprawiać, a efekt utrzymuje się dłużej niż dwa dni. Fakt, że kolejka do niego, jak w NFZcie (miesiąc. MIESIĄC!) i mieszka prawie pod Tczewem, ale nic – jeżdzę, bo wie facet, co robi. Wracam z cudownie długim, wyprospowanym włosem o pieknym kolorze, błyszczącym, jak tafla jeziora o poranku, niepomna tego, co mnie czeka po powrocie. Niesiona na skrzydłach tej pofryzjerowej euforii, zwyczajnie zapomniałam o zwyczajach mojej córki. Powinnam była sobie w progu zrobić selfie, żeby móc się nacieszyć efektem nieco dłużej, bo moje włosy po godzinie w domu były już obklejone zupką i potargane, jakbym przedzierała się pół dnia przez krzaki. Ala używa ich bowiem w charakterze lejców, nadając naszym wspólnym wycieczkom po mieszkaniu porządany kierunek, sterując mną jak nieprzymierzając – koniem. Czujecie klimat? Żegnaj, efekcie glamour

Ale tym razem się nie poddam. Nie zetnę. Nie mogę. Wytrwam. Jeszcze będę się wozić z włosami do pasa!

Zostaw komentarz

Navigate