slowblogging

Ponoć na dobre rzeczy trzeba czekać. Do tej puli można śmiało dorzucić kolejny odcinek Gry o Tron, urlop, czy też posty na ulubionych blogach. Mam ich kilka. Przez to, że czytam, zachciało mi się pisać własny. Przez to, że piszę, przestało mi się chcieć czytać coponiektóre. Nie, że raptem się zrobiłam jakaś „ą-ę”. Po prostu przez to, że czytam ich coraz więcej, zaczyna mi brakować czasu na czytanie wszystkiego. Ja też chcę być czytana. I zawsze, kiedy ktoś czyta, czuję, że warto, a kiedy ktoś komentuje, czuję nawet bardziej.

Zawsze kiedy ktoś polubi tego małego blogaska na fejsbuku, czuję motylki w brzuchu. Dla mnie każda „cyferka”, to osoba, która klepie mnie po pleckach i mówi „fajny blog”. Niczego nie udaję i tego samego szukam na innych blogach. Blog pozwala mi się na chwilę wyłączyć. Nie myśleć, co na obiad, czy już czas zmienić pieluchę. Kiedy piszę, relaksuję się.. Sami widzicie jak często mi się to udaje.
Robię dużo zdjęć. Bez żadnych ustawek. Nie lubię ustawianych zdjęć. Staram się chwytać ulotne chwile. Staram się robić ładne zdjęcia, choć do dyspozycji mam tylko 10letni kompakt z brudnym obiektywem i mój wysłużony bystrofon, a moja rzeczywistość pełna jest brudnych naczyń, jaskrawych zabawek, oplutych jedzeniem ubrań i okruchów na dywanie. Ale jest też pełna magicznych momentów i to te momenty próbuję oddać na zdjęciach.
Trochę się tu przechwalam, tym, co mi wychodzi i nie przyznaję do porażek, ale kto z Was chciałby oglądać zdjęcia zakalców? Dodaję posty, kiedy uznam, że mam co pisać, kiedy mam ochotę, badź po ludzku – czas. Bo ja wieczorem staję przed wyborem, umyć włosy, podłogę, czy napisać posta. I kiedy wybieram posta, bilans mi wychodzi na minusie. Niektórzy trzaskają trzy posty w tygodniu opatrzone profesjonalną sesją. Troszkę to nierealne, jak na moje warunki. Troszkę się też zastanawiam w którą stronę to wszystko idzie, bo blog kojarzy mi sie z osobistą pisaniną, której nie obowiązują terminy, natomiast polska blogosfera to już biznes, w którym zjadasz, albo jesteś zjadany. Liczą sie duże tytuły, liczy się zapał, ambicja, STATYSTYKI. Mnie się te wszystkie posty, na tych wszystkich blogach bardzo podobają, do tego zazwyczaj traktują na sensowne tematy. Albo inaczej, pewnie by mi się podobały, gdybym miała czas je wszystkie przeczytać. Nie mam czasu. Spora większość mi umyka. Dlatego u mnie nie musicie się bać natłoku informacji. U mnie jest slowblogging. Albo może rzadkoblogging. Ale slow jednak brzmi lepiej, więc niech zostanie. Uwielbiam moje blogowanie, ale nie mam zamiaru się z nikim ścigać. Ja chcę blogować dla czystej przyjemności blogowania. Bez lansu i mądrzenia się.

10 komentarzy

  1. Są książki typu Harry Potter i książki typu W Poszukiwaniu Straconego Czasu. I wszystkie mają swoje miejsce. Co nie znaczy, że zjadają, albo są zjadane 😉

    • Aga
      Aga Reply

      Z Harrym Potterem pod pachą J.K.Rowling chodziła po wydawnictwach dobre kilka lat, nim ktoś zdecydował się ją wydać… Dobrze, że nie dała się zjeść 🙂

  2. Czytam o tych włosach, podłodze i dochodzę do wniosku, że powinnaś myć podłogę włosami. A jak się szybko uwiniesz to jeszcze zdążysz o tym posta napisać 😀 Wybacz słaby dowcip, kolejność słów w Twoim poście za bardzo pobudziła moją wyobraźnię 😉

    • Aga
      Aga Reply

      Genialne! nie wiem czemu na to nie wpadłam. w pakiecie zaliczyłabym też fitnes! kumaj jaki streczing!

  3. No to ja powiem tak- nie mam czasu czytać, ale skoro robisz slow to efekt jest taki, że ja żadnego posta nie omijam- W KOŃCU! 😀 Więc wiesz- jest dobrze!

Zostaw komentarz

Navigate