piękne śniadania wymalowanych ludzi, czyli nauka płynąca z instagrama

Rzeczywistość w internecie jest wyjątkowo malownicza. Dzieci skaczą w białej pościeli, twarze nie mają niedoskonałości, wszyscy chodzą na fitnes i jedzą jarmuż. W dziecięcych pokojach panuje porządek, wszyscy chodzą w ubraniach od młodych, polskich projektantów, a po mieście jeżdżą na rowerze. Jakiś czeski film normalnie. Nie ma tam bałaganu, pstrokacizny i ubranek z promocji w Lidlu. Najfajniej widać to oderwanie od rzeczywistości na zdjęciach śniadań. Na stole nie ma ani jednego okruszka, mimo, że cała rodzina je świeże bułki, wszyscy smarują kanapki specjalnym nożykiem do masła, a wzorek na piance z latte układa się w idealne serduszko. No i rzecz jasna są świeże truskawki i pankejki.
Tak się człowiek naogląda i myśli, że te blogery to faktycznie tak żyją, mieszkają i jedzą i strasznie się spina. Ja też się spinałam, bo kto by tak nie chciał? Jeszcze mogłyby się ubrania same prasować i byłby raj. Miło się na to wszystko patrzy, ale jaka jest prawda? Ja przyznam, że lubię porządek, co nie znaczy, że MAM porządek. Z porządkiem
jest u mnie trochę, jak z płaskim brzuchem. Niby coś robię w tym
kierunku, a efektów nie widać. Co nie znaczy, że nie można próbować. Zawsze jak naoglądam się ładnych zdjęć, mam ochotę upiększać własną rzeczywistość. Chociażby wyciągając odkurzacz i sprzątając na szybko, z Alą pod pachą. Żeby i u mnie przez 15minut było schludnie i jak z pinteresta.
Z drugiej strony łatwo wpaść w pułapkę. My kobiety mamy tendencję do marzycielstwa. Wydaje nam się, na ten przykład, że jak jakaś sukienka dobrze wygląda na innej kobiecie, to my same też będziemy w niej dobrze wyglądać. Co tam, że z domu wychodzimy praktycznie tylko po bułki i do piaskownicy i zupełnie nie pasuje do naszej figury. Must have jest. I na stówę będziemy dzięki tej kiecce promienne i uśmiechnięte. Ściany trzeba przemalować na biało i pozbyć się praktycznie wszystkiego, bo przecież modny jest minimalizm. Co z tego, że białe ściany do tej pory kojarzyły Ci się ze szpitalem, a dziecko nie pozwala wyrzucić ani nawet schować tych wszystkich badziewnych zabawek, które walają się po domu? Jak ten bałagan będzie wyglądał na zdjęciach na fejsa? 
Balans drogie Panie! To nas uratuje. Nie może być tak, że wszyscy będziemy jeść, nosić i robić to samo. Przez to, że jesteśmy różni, jest ciekawie. Fajnie jest popodglądać innych, ale to co widzimy, to tylko wycinek czyjejś rzeczywistości. I to, że ona jest taka ładna, nie znaczy, że jest nieprawdziwa. Jest troszkę „przypudrowana”. Nikt nie chciałby przecież oglądać czysto naturalistycznych zdjęć czyjegoś posiłku. Tak, jak większość z nas stara się nie pokazywać ludziom bez makijażu. Czy to kwestia wizerunku, szacunku do potencjalnego odbiorcy, czy pozerstwa, to już temat na socjologiczną rozprawkę. Pamiętajmy jedynie, żeby się specjalnie nie stresować, że inni mają tak ładnie, a u nas to tylko burdel. Wszystkie domy, w których mieszkają dzieci, wyglądają z grubsza podobnie. Taka specyfika.

4 komentarze

  1. Aga, jesli piszesz to po ostatniej wizycie u mnie – to masz w dziób 😉

  2. Oho, chyba komuś podpadłaś 😉

    Ja tam nawet lubię te wyidealizowane zdjęcia, bo są ładne i tyle. Przy okazji trochę motywują, a jak kogoś dołuje, że u siebie w domu ma brudno cóż, niech założy instagrama. Wydaje mi się, że to świetna metoda na dowartościowanie siebie, kiedy można tak przeglądać te zdjęcia i pomyśleć "hihi, wszystkim się podoba, a nikt nie wie, że poza kadrem suszarka z gaciami i sterta brudnych talerzy ^^" Przy okazji przypomina mi się, jak wpadam do Ciebie chora, w środek chorobowego kataklizmu, przepraszasz za bałagan, a ja sobie myślę "jaki bałagan? oO".

    • Aga
      Aga Reply

      1 ja też je lubię, ale zaczęłam od oglądania popadać w lekką paranoję.
      2 to jest powód dla którego założyłam konto na insta 🙂
      3 kochana jesteś

Zostaw komentarz

Navigate