czemu nie pokazuję twarzy moich dzieci

Wspominałam kiedyś, że nie zamierzam pokazywać tu twarzy moich dzieci, choć zdjęć fragmentarycznych znajdziecie tu całą masę. Okazuje się, że ludzie czują przez to potrzebę wytłumaczenia się mi, dlaczego sami wstawiają zdjęcia dzieci na bloga, czy instagrama. Postanowiłam się troszkę wytłumaczyć. Bo aż się sama siebie wystraszyłam. Nie jestem przeciwniczką zdjęć dzieciaków w necie. Wręcz przeciwnie. Ja uwielbiam zdjęcia dzieci. Na blogach, w memach, filmiki na jutubie. Wszędzie.

Bo dzieci są przeurocze. Daleka jestem od oceniania, czy wstawianie zdjęć własnych dzieci na bloga, czy fejsa, czy gdziekolwiek indziej jest dobrym, czy złym pomysłem. No chyba, że są to zdjęcia małych golasków, albo dzieci na nocnikach. Bo nie chciałabym, żeby takie zdjęcia mnie samej z dzieciństwa krążyły po internetach. Kwestia szacunku. 
W moim przypadku jest to kwestia chęci ochrony prywatności moich dzieci, co nie znaczy, że kiedy wstawiamy zdjęcie twarzy naszego dziecka na bloga, automatycznie z prywatności je odzieramy, czy też wystawiamy je na jakieś niebezpieczeństwo. Małe dzieci zmieniają się tak szybko, że tak naprawdę, nie powinniśmy się za bardzo spinać w tej kwestii. Nie mniej. Najdroższy Małżonek poprosił mnie kiedyś, żebym tego nie robiła i z szacunku dla jego prośby, nie robię tego. Choć trochę mi to z początku nie lażało, doszłam do wniosku, że ciekawym pomysłem może być robienie zdjęć naszym dzieciom niekoniecznie en face. Wygrać internety miną słodkiego bobasa jest łatwo. Fotografowanie dzieci, tak żeby nie było widać ich twarzy, a mimo to pokazać ich radość i beztroskę, potraktowałam jako wyzwanie. Siłuję się z tym tematem już trzeci (sic!) rok i jest kilka zdjęć, które chętnie bym sobie oprawiła, mimo, że nie widać na nich twarzy Lilki. Czy też Ali, bo teraz mam przecież dwie modelki.

Póki co, jestem z siebie zadowolona, poza tym ciągle się uczę. Takie fotografowanie sprawia mi przyjemność, bo zmusza do kombinowania. Mam nadzieję, że kiedyś, kiedy zaopatrzę się w sensowny aparat, będę potrafiła wyczarować nawet fajniejsze zdjęcia. Internet jest pełen słodkich minek. My go zapełnimy zdjęciami słodkich kolanek, stópek i małych dłani. A co?!

4 komentarze

  1. no i super! Najważniejsze działać w zgodzie ze sobą (i mężem) i się niczym nie przejmować 🙂 szczególnie, że tak dobrze to wychodzi.

  2. Zdjęcie w wannie jest boskie, zawsze się przy nim zawieszę na chwilę i gapię. Internet pełen stóp Twoich dzieci, toż to czyste szaleństwo 😉

Zostaw komentarz

Navigate