share week 2015

jestkultura.pl
Czytam internety. Sporo czytam. Dużo więcej niż piszę, co jest karygodne. Ostatnio laptop otwieram raz na kilka dni. Taka sytuacja. A share week natchnął mnie chęcią podzielenia się moim zdaniem odnośnie blogosfery, bo wszak się dzielimy, co nie? 

Chciałabym trafić na jakiś blog, którego jeszcze nie czytałam, w który mogłabym wsiąknąć bez nieprzyjemnego wrażenia, że autor pisze tylko po to, żeby mu się statystyki zgadzały. A ponieważ nie znajduję nic porywającego, wracam do tych samych tytułów, bo tam przynajmniej nikt mnie nie zarzuca konkursami, w którymi mogę wygrać klocki, czy parę butów, a to co czytam, to szczere myśli drugiego człowieka. Kiedyś przeczytałam, że żeby blog miał powodzenie, trzeba na nim umieszczać co najmniej 8 wpisów w ciągu miesiąca. Cóż, wychodzi na to, że mój nigdy powodzenia mieć nie będzie, bo mi czasem jest po prostu nie po drodze z pisaniem i zupełnie nie rozumiem, jak można zajmując się w domu dzieckiem, wygospodarować czas na jeden wpis dziennie (!), opatrzony do tego zdjęciami po profesjonalnej obróbce. Może się da, a ja jestem zwyczajnie mało zorganizowana, ale mi napisanie posta zajmuje czasem kilka godzin, więc odpuszczam, jeśli nie mam możliwości (albo kładę się o normalnej godzinie, bo wiem, że o szóstej Ala zrobi pobudkę, a w nocy będzie jeszcze kilka alarmów). Wolę to, niż wrzucać tu kolejny raz coś na szybko, nie dając nawet dojrzeć temu, co napisałam (co zdarza mi się dość często pod wpływem impulsu). Przestałam zatem czytać blogerki parentingowe, które wrzucają coś każdego dnia, bo zwyczajnie nie mam czasu przeczytać tego wszystkiego, kiedy usiądę wieczorem do komputera.
Do rzeczy. Mają być trzy, więc trzymajmy się zasad. Trzy, na które zawsze wracam z przyjemnością.
Mellowhour. To kwistesencja tego, co chciałabym dostawać na blogu, Marysia świetnie pisze, świetnie rysuje, zna się na rękodziele i pewnie do tego świetnie gotuje, sądząc po przepisach, które wrzuca na bloga. I choć od października nic nie napisała, mam nadzieję, że wróci, ślędząc ją w tym czasie na instagramie.
Zwierz popkulturalny. Nie wiem, czy jest ktoś, kto o zwierzu nie słyszał. Oprócz mojego męża. Najbardziej lubię recenzje filmowe, omijam większość o serialach, bo zwierz ogląda wszystko, a ja prawie nic, ale najbardziej lubię wpisy „abstrakcyjne”, jak ten o tym jak popularność wpływa na umiejęttność siedzenia. I wszystko o Disney’u. Bo ja poprostu lubię Disney’a.
Styledigger. O matko, jak ja nie lubiłam tego bloga, gdy był tylko „szafiarski”. Teraz uwielbiam. Za treść. Ten blog systematyzuje wszystko to, o czym ja tylko sobie lekko rozmyślam odnośnie stylu, ciuchów, zakupów. Widać, że Joasia każdy post dopracowuje, a tematom poświęca wiele czasu i rozmyślań. Do tego można znaleźć na nim ciekawe informacje, linki do fajnych miejsc. Zawsze klikając na link, wiem, że to będzie fajny post. Zawsze.



do tego dopiasałabym jeszcze Szeptaki, Szczęśliwą, Tekstualną, Dwoje do potęgi, Szafę Sztywniary, Riennaherę, Lemoniadę, bo i tam zawsze wracam, ale trzymajmy się zasad…

Pomysłodawcą akcji jest Andrzej Tucholski z bloga jestkultura.pl

3 komentarze

  1. Avatar

    Ja ostatnio zaglądam tylko do Ciebie i na aniamaluje, czasem do arsenic i trochę jutub. Nie wiem jak to się dzieje, ze mi się czas kurczy, a przecież nawet nie mam jednego dziecka 😛

    • Aga
      Aga Reply

      a ja nawet do siebie nie zaglądam, bo muszę się trochę wyspać 🙂

Zostaw komentarz

Navigate