rola ojca

Ostatnio wszędzie natykam się na dyskusje i artykuły o roli ojca w wychowaniu dziecka. Wypowiadają się zarówno mężczyźni zaangażowani w temat rodzicielstwa, jak i tacy, którzy twierdzą, że zajmowanie się dzieckiem jest zajęciem z gruntu przeznaczonym dla kobiet z racji ich biologicznego wkładu w „proces produkcji”. Pomijam idiotyczne głosy tych, którzy twierdzą, że mężczyznom zajmowanie się dzieckiem w jakikolwiek sposób ujmuje męskości.. Usłyszałam w Trójce wypowiedź BlogOjca, który powiedział, bardzo fajnie zresztą, że martwi go, że ludzie uważają, że to niezwykłe, że jest takim zaangażowanym tatą, bo bycie zaangażowanym w wychowanie dziecka powinno być naturalne dla każdego rodzica. 

Wydaje mi się, że kobietom jest o tyle łatwiej pogodzić się z nową rolą, że kiedy rodzi się dziecko są od razu wrzucane na głeboką wodę. Dostajesz swoje nowonarodzone dziecko i zostajesz z nim całkiem sama w obcym miejscu, którym jest szpital (a to niemal polowe warunki!), obolała, przestraszona i MUSISZ ogarnąć tą sytuację. Wbrew temu, co sądzą niektórzy mężczyźni, nie mamy umiejetności zajmowania sie dzieckiem wpisanego w kod genetyczny. Poznajemy się z tym nowym człowiekiem i z tym jakie ma potrzeby. To przez te kilka dni sam na sam w szpitalu kobieta staje się PRO. Kiedy mama z dzieckiem zjawiają się w domu, już się trochę znają, a tata dopiero musi się nauczyć „z czym to się je”. Niektórzy mniej pewni siebie panowie już w tym momencie wycofują się, żeby matce nie wchodzić w kompetencje, a szkoda, bo zajmowanie się małym człowiekiem jest (oprócz niezłej orki) prawdziwą przyjemnością i poprostu warto. 
Kiedy Lila była mała, studiowałam wieczorowo i kilka razy w tygodniu zostawiałam Najukochańszego Męża samego z nią na kilka godzin. Zdarzało się, że nie chciała jeść z butelki. Nie ma nic trudniejszego niż ukojenie głodnego dziecka, bez użycia smoczka, którego Lila nietolerowała. Najukochańszy Małżonek dawał radę. Za każdym razem stawając na rzęsach, żeby odwócić jakoś jej uwagę. Lila do dziś potrafi usnąć w jego ramionach, jeśli wystarczająco długo siedzą przytuleni. N.M. wyłapuje lepiej niż ja różne kwestie, od września zamuje się też problemem Lilki z mówieniem. Chodzi z nią na zajęcia, dużo ćwiczy w domu, a mi wydaje tylko instrukcje, odnośnie tego, na co trzeba zwracać uwagę, kiedy mała mówi, a także co i w jaki sposób poprawiać. To stało się już jego domeną i wiem, że poświęca temu dużo uwagi i pracy. Oprócz tego przewija, ubiera, kąpie, czyta bajki, szyje ubranka dla lalek, klei pirackie miecze, udaje konia, buduje z klocków, smaży najlepsze placuszki i robi najlepsze gofry. A kiedy wróciłam z obiema córami ze szpiatala, to on je kąpał, bo natura obdarzyła go silnymi ramionami o odpowiednim rozmiarze dłoni, w sam raz do trzymania noworodka. Jest też u nas specem od odbijania, bo obie Córy trzeba było odbijać, a mi to zupełnie nie wychodzi, chyba, że przypadkiem. Zupełnie nie mieści mi się w głowie, że mógłby nie chcieć robić tych wszystkich rzeczy. Nie dlatego, że sama nie dałabym rady, po prostu nie wiem, co sprawia, że mężczyzna mógłby nie chcieć brać udziału w wychowywaniu. Bo ta codzienność z dziećmi, choć ograniczona do rozmiarów mieszkania (przez co czasami duszna), poszerzonego o plac zabaw oraz do codziennych rytuałów, za parę lat się zmieni i nie będzie powrotu. Poza tym we dwójkę wychowujemy lepiej. Wylewamy sobie nawzajem kubły zimnej wody, jeśli któreś z nas poniosą nerwy, konsultujemy nasze spostrzerzenia i staramy się być obecni w życiu naszych dzieci, jak tylko się da. Samemu trudno jest dostrzec, że coś się robi źle, dlatego lepiej jest jeżeli dwoje rodziców bierze w procesie wychowania czynny udział. Nawet jeśli nie mieszkają pod tym samym dachem. Wtedy jest to chyba nawet ważniejsze. Wystarczy być obecnym. Nie tylko ciałem, ale przede wszystkim słuchać i dawać dziecku 100% uwagi. Wystarczy być dla dzieci, kiedy nas potrzebują, bo prędzej czy później nauczą się radzić sobie same.

Większość mężczyzn, których znam zajmuje się dziećmi z przyjemnością. Bardzo mnie to cieszy, bo daje mi pewność, że żyję w normalnym świecie. Za wynaturzenie uważam każdy inny stan rzeczy. Zajmowanie się własnymi dziećmi jest po prostu naturalną potrzebą każdego rodzica, bez względu na płeć. Mężczyzna, który zajmuje się dzieckiem robi to po prostu z miłości. Bo przecież kochamy nasze dzieci tak samo mocno.

1 Comment

  1. Powiem Ci, że większość mężczyzn, których ja znam również zajmuje się dziećmi zupełnie naturalnie, być może kwestia towarzystwa, może gdzieś jest inaczej. A może w naszym pokoleniu to już norma? trudno określić.

Zostaw komentarz

Navigate