słowotwory

Są momenty, kiedy przydałby się słownik do zrozumienia małego człowieka. Zdarzało się nam obojgu zgadywać przez parę minut, co nasza córka ma na myśli, do tego stopnia, że ona sama powoli traciła do nas cierpliwość, kiedy w końcu okazywało się, że chodzi o jakiegoś rekina, bałwana, czy inne nowe słowo, do którego nie zdąrzyliśmy się jeszcze przyzwyczaić.

Poprawiamy ją przy tym zawsze i powoli nowe słowa wychodzą coraz lepiej. Założę się, że za jakiś będzie nam brakować tych jej słowotworów, kiedy już zacznie mówić miodkowopoprawną polszczyzną. Na pamiątkę tego pięknego okresu spisałam kilka Lilusiowych słówek. Żałuję tylko, że robię to tak późno, bo kilka miesięcy temu lista byłaby dłuższa i zawierałaby kwiatki, o których dziś już nie pamiętam.

teby – nie wiadomo, co do końca znaczy, Lila upycha tego krzaka w każdym zdaniu, zamiast innych słów, albo w charakterze przecinka. coraz rzadziej, im pewniej gada
rarańca – niby pomarańcza, ale coś jakby po hiszpańsku,
joto-joto – daleko,
jujutu – leciutko,
siola/sola – chora,
mimica znaczy czarownica/ośmiornica/gąsienica, zależnie od kontekstu. zazwyczaj wiadomo o którą z nich chodzi, na łace chodzi zazwyczaj o robala, jeżeli jest mowa o morzu, wiadomo, że chodzi o ośmiornicę. najgorzej z tą czarownicą, bo czarownic, jak mrówków, nawet na ulicy,
tin-tin czyli sukienka – słowotwór, który powoli odchodzi w zapomnienie. to dzięki niemu postanowiłam zrobić tą listę.
mlimliny – moje ulubione słowo, znaczy poprostu maliny
pepelus to kapelusz,
pepety – skarpety, ale sama zaczęłam używać tego słowa, pepety są poprostu fajniejsze… i zawsze pasują człowiekowi do stroju,
peciut/peput znaczy keczup (na talerzu ważniejszy niż luluwa, czyli parówka)
bebelie – bakterie, które dzięki „Było sobie życie” z wirtualnego tworu, zmieniły się w realnego wroga. są wszędzie, podobnie jak…
itiminki-itiminki, czyli witaminy, najwięcej jest ich w czekoladzie…
 
Są też powiedzonka, jedno lepsze od drugiego:
nic sie nie tatało – w sytuacjach kryzysowych, stosowane, aby podnieść rodziców na duchu,
mam długie blond josi – bo przecież jest Roszpunką, powtarza to zdanie ze 30razy dziennie,
jetem mała i duza – Alicja z kolei jest mała i mała
jetem miła i zecna – rzecz jasna najczęściej, kiedy coś zbroi 🙂

Zostaw komentarz

Navigate