proces starzenia

Załóżmy, że któregoś ranka masz czas, żeby spędzić przed lustrem więcej czasu niż zwykle. A może ktoś po południu zabrał Twoje dzieci na spacer i wreszcie masz chwilę dla siebie. Załóżmy, że akurat nie masz sterty do prasowania, obiadu do ugotowania, posta do napisania, no wolne masz poprostu! Poświęcasz dłużej niż zwykle na kapiel, miziasz się pachnącymi balsamami, wklepujesz w facjatę cudowności w kremie i w końcu masz czas, żeby postać przed lustrem. Patrzysz na swoje odbicie i przez moment zastanawiasz się, czy ktoś Ci nie podmienił lustra. A może to kwestia światła? Najukochańszy Małżonek wkręcił mocniejszą żarówkę? Niestety nie. Łot da fak

Niby twarz ta sama, ale jednak obca. Starsza o 10lat, co najmniej. „Przepraszam, my się znamy?” pytasz lustra. Twoje zdziwione odbicie potwierdza jednak, że owszem, TY, to TY. Dociera do Ciebie smutna prawda. Już nikt raczej nie poprosi Cię o dowód w monopolu. (Nie żebyś jako matka często tam bywała, ale tym bardziej – nie bywasz, nie znają, nie wiedzą ile masz lat, jest szansa, że o dowód poproszą. Otóż nie. Nie poproszą.) Siwych włosów na przedziałku jakby więcej, pory na policzkach jak na pomarańczy, a tych zmarszczek wokół oczu przecież wczoraj nie było. Nawet zęby jakby bardziej krzywe. Czy proces starzenia nie nazywa się procesem, ponieważ przebiega stopniowo? Jakim cudem zupełnie nie czuć tych zmian? Jak to możliwe, że tak słabo się sobie samej przyglądałam przez ostatnie kilka lat. Tak, kilka lat. Kilka lat w nowej roli. Kilka lat temu byłam przecież dziewczyną. Jakieś tajemnicze, niewidzialne siły zamieniły mnie w kobietę trzydziesto+ letnią. 

miałam zobrazować ten tekst zdjęciem jakiegoś pasztetu, ewentualnie mojej twarzy, ale trochę wypieram, a trochę mam nadzieję, że na wiosnę odmłodnieję, niech będzie zatem zdjęcie puzzli, jako metafora zagadki strarzenia się.

Czas mnie posunął. A ja tu się łudzę, że od liceum wyglądam tak samo… Przydałby się jakiś system wczesnego ostrzegnia. Albo jakaś do bólu szczera dusza, która by człowieka uświadamiała. Taka, jak moje własne dziecko na przykład. Lila sprowadza mnie ostatnio na ziemię, komentując moją figurę – „Patrz mamo, mam mały brzuch!” – Tak, Lilusiu, masz śliczny mały brzuszek – odpowiadam – „A Ty masz duży!” – dowala dziecko. Świetnie motywuje. Mogłaby czasem wrzucić mi odnośnie włosów, czy zmęczonej cery, może bym się bardziej pilnowała. I nie szokowałoby mnie tak bardzo moje własne odbicie, kiedy czasem zaglądam w lustro.
Miłego.

Zostaw komentarz

Navigate