o mamo!

Magiczne zaklęcia to bajki. Żadnym abrakadabra, czy innym vingardium leviosa nic nie wskurasz. Choć czarodziejskie słówka takie, jak dziękuję, proszę i przepraszam potrafią zaczarować dzień lub nawet odmienić człowieczy los, to istnieje słowo, które ma dużo większą moc. Słowem tym jeden człowiek, potrafi drugiego człowieka rozbawić, rozbroić i zmusić do niemal wszystkiego. To słowo, to „mama”.

Człowiek czeka na pierwsze świadome słowo dziecka chyba równie niecierpliwie, co na pierwszy krok. Cierpliwie czeka, bo dziecię dojrzewa do mówienia wolno. Trzyma nas w niepewności. Każe obstawiać. Co będzie pierwsze? Mama, czy tata? W końcu się człowiek się doczekuje. Jeden i drugi. Łzy wzruszenia, brawo, hurra. Przez pierwsze kilka tygodni żyjemy w słodkiej nieświadomości. A potem, kiedy emocje opadną, uświadamiamy sobie, że zostaliśmy niewolnikami tego jednego krótkiego słówka. Warto nadmienić, że tatusiowie niewolnikami jakoś nie zostają. Zasada dotyczy tylko kobiet. Jeśli jesteś matką, wiesz o czym mówię. Kiedy wyrwana ze snu usłyszysz „mamo!” w środku nocy, wiesz dokładnie, w którym kierunku masz biec. Nawet z zamkniętymi oczami. Zależnie od intonacji, wiesz bez pudła, czego chce twoje dziecko. Siku, kupę, jeść, bawić, a może się wystraszyło. 
W ciągu dnia także nie schodzisz z posterunku. Wiecznie czujna i gotowa. Niezależnie od tego, co właśnie robisz „mamo, chodź!” włącza ci w dupie motorek, bo wiesz, że MUSISZ iść. Przerwać to, co właśnie robisz i zająć się czymś ważniejszym. Najważszejszym. Obowiązkiem nadrzędnym… najlepiej TERAZ! -Tak kochanie? „Choć bawić!”. Więc zostawiasz herbatę/prysznic/laptop/ziemniaki i idziesz się bawić. Bo jesteś mamą. Słowo się rzekło. Nie ma lekko. Masz misję. 
Mama – czyż to nie brzmi dumnie?

Zostaw komentarz

Navigate