dieta matki karmiącej.. my arse

Ponoć trzeba uważać, bo coś tam sprawia, że kolki, coś tam może uczulić. Córki szczęśliwym trafem piją, co leci i nie narzekają w żaden sposób. I dobrze, bo gdybym miała stosować jakąś dietę, pewnie umarłabym z głodu!
 

stąd
 Na kolację zjadłam dziś kawałek pieczonego kurczaka, pół granata i michę zupy mlecznej z kluseczkami. Na raz. Po 18. Jeżeli mam dożyć rana muszę się nieźle zapchać. Jestem głodna. Ta mleczna produkcja zdaje się pochłaniać wszystko, co jem! Bo jak to tak? Zjadam michę spagetti, a po pół godzinie rozglądam się za drugim daniem? Jeżeli akurat nie karmię, to jem. Dużo więcej niż będąc w ciąży. Ciężarówka jednak może, a wręcz powinna jeść dla dwojga. A taka matka karmiąca? Trochę wstyd… Jestem jak odkurzacz! Jeżeli żywność leży w moim zasięgu, to na bank zniknie. Zgaście tylko światło. Albo nie. Nie mam skrupułów. Ani wstydu. Ani hamulców. Jestem głodna! Patrzę w lustro i myślę, że brzucho wręcz się prosi o jakąś dietę, ale nie jestem gotowa na takie poświęcenia. Wyspać się nie dają, spokoju nie ma, ani czasu na przyjemności, nawet drinka dla relaksu nie da rady, więc nie mam zamiaru sobie odmawiać tej trzeciej kostki Milki o smaku Oreo! OK?! Wszędzie pełno poświątecznych łakoci. I umówmy się, że póki tak się panoszą po domu, nie ma szans, że sytuacja ulegnie zmianie. Muszę się najpierw ich pozbyć! Ale jak? NO WŁAŚNIE! Koło się zamyka.

2 komentarze

  1. Avatar

    Chmmm…może wskocz na wagę i sprawdź czy przybywa? Jak nie przybywa, znaczy że przerabiasz i problemu nie ma. Jeśli przybywa, to może jakość tych produktów w sensie "najadalność" czyli więcej węglowodanów złożonych, blonnika itd. ? Czegoś co się nie osadza, a smakuje i zapycha 🙂

Zostaw komentarz

Navigate