kciuk

Łatwo popadam w niegroźne z pozoru uzależnienia. Wspomniałam Wam o tym ostatnio. Czekolada, marcepanowe kartofelki, długie prysznice, takie tam drobiazgi. Na dłuższą metę toksyczne, jak wszystkie używki. Ostatnio do listy moich uzależnień mogę dopisać nowe. Nie wiem, jakim cudem przekonałam się do niego tak późno i czemu się tak przed nim broniłam, i dlaczego u licha, nikt mnie nie namawiał?, ale wpadłam, jak nie przymierzając, śliwka w kompot. Instagramowe macki chwyciły mnie mocno i wciągnęły w swe bezkresne odmęty. Życie już nie jest takie samo. O ile blogowanie, wymaga znalezienia, czasu i pomysłu, o tyle wrzucanie przypadkowych zdjęć w bezkres sieci, jest rozrywką w sam raz dla nieco odmóżdżonej matki karmiącej, jaką ostanimi czasy jestem. Blogowanie wymaga dwóch wolnych rąk do pisania. Matka Dwóch Córek posadająca, co prawda, prawie trzy pary rąk, rzadko ma jakąkolwiek rękę wolną w ciągu dnia, a wieczorem ręce służą jej jedynie do doczołgania się do łóżka, więc sory, ale bloguje rzadko. A do „Insta” potrzebny jest tylko kciuk. I tym jednych kciukiem można ogarniać bezkres internetów. Genialne i jakże proste. Weszłam w to. I wyjść nie potrafię.

Choinkę już mamy. A Wy?
* tytuł, treść posta i zdjęcia bez związku. Na zdjęciach Aluna i stopy Lili. Zapraszam na Instagram

Zostaw komentarz

Navigate