pierwsze dziecięce uzależnienie

To będzie mój coming out. Taki wstydliwy fakt o mnie, do którego normalnie przyznałabym się, grając w jakąś pijacką grę typu „prawda, albo wyzwanie”, albo coś podobnego. W pijackie gry nie grywam od dość dawna, ludzi widuję niewielu i do tego wciąż tych samych, którzy z resztą wszystko już o mnie wiedzą, gdzie indziej zatem mogłabym zrobić sobie siarę, jak nie tu. Na własnym blogu. No więc, trzymajcie sie foteli, to będzie spory szok, ekhm, ekhm…
Byłam uzależniona od smoczka. 
O ile mnie pamięć nie myli, do około 4roku życia. 
A nie mówiłam? Szok, co nie?
Uff, co za ulga móc zrzucić to z siebie. 

stąd
Które z Was, chłopcy i dziewczęta, pamięta, jak próbowano ich smoczka oduczyć, łapka w górę? Jestem trochę do przodu, bo ja niestety pamiętam, w przeciwnym razie ten tekst w ogóle by nie powstał. Mam kilka dość wczesnych wspomnień, na które składają się obrazy i emocje, jakie odczuwałam w danej chwili. Jednym z nich jest sytuacja, kiedy to, będąc „na odstawieniu”, namówiłam mojego młodszego brata Kubę (pozdrawiam, jeśli to czytasz 🙂 ), żebyśmy schowali sie za kuchennymi drzwiami i pożyczyłam od niego smoczek. Byłam już za duża na własny i chyba świeżo na „odwyku”, bo pamiętam dokładnie to uczucie – podobne miałam, kiedy rzucałam palenie – ja MUSIAŁAM mieć tego smoka – autentycznie. Pamiętam też uczucie, jakie towarzyszyło samemu ssaniu tego głupiego kawałka gumy. To było prawie jak nirwana. Jak babcie kocham.  Odlot totalny. Kiedy obserwuję moje dzieci, kiedy ssą pierś i widzę to odlatujące spojrzenie, wiem o co chodzi… One zażywają szczęścia. To nawet nie chodzi o to mleko, które spływa im w tej chwili do brzuszka. 
Moje dzieci na całe szczęście nie są smoczkowe. Choć może nie do końca „na szczęscie”. Miło czasem móc zatkać takie płaczące małe. Czasem dziecko ma ochotę coś possać, ale niekoniecznie jest głodne. Sytuacja zamienia się w wyzwanie przy niesmoczkowcu. Wtedy też większość rodziców sięga po smoka. JA TEŻ. Ale moje dzieci są mądrzejsze. Wiedzą chyba, że niedługo mama i tak zabierze, więc nie ma się co pchać w taki biznes. Zresztą nigdy specjalnie nie naciskałam, bo PAMIĘTAM. Z Lilą mieliśmy dwa podejścia i daliśmy spokój. Nawet sie cieszyliśmy, bo mieliśmy z głowy to całe odzwyczajanie (jak narkotyk, mówię Wam!). Alicję z kolei męczę już drugi tydzień. Narazie udaje się na spacerach. Gryzę się z sobą i wypróbowuję coraz to nowe modele, bo nie czarujmy się, bycie smoczkiem dla niemowlaka, wymaga sporych pokładów czasu, energii i cierliwości. Przy drugim dziecku jest ich o połowę mniej, więc gdyby któryś się jej faktycznie spodobał, ułatwiłoby mi to życie. Bardzo. Póki co Padam. Na. Twarz.
Twarz, na której jednak gości uśmiech, bo nigdy nie będę musiała dziecku serwować odwyku od smoczka.

1 Comment

  1. Avatar

    Pamiętam jak mi mama schowała smoczek do łóżka, żebym go nie znalazła. Chyba rzeczywiście musiał być bardzo ważny, skoro zapamiętałam takie wydarzenie 😛 Leżał sobie potem na szafce niczym trofeum albo jakiś relikt z czasów dzieciństwa. Znając życie, moja rodzina nadal go gdzieś ma ;P

Zostaw komentarz

Navigate