seria pierwszych razów

Dziś jest taki właśnie dzień. Lila pierwszy raz poszła do „przedszkola”. Bardzo jej się podobało i chociaż to tylko 2,5 godziny dwa razy w tygodniu, to myślę, że dobrze nam to zrobi. Ona nauczy się samodzielności, a mama odetchnie. Te dwie godziny bez drugiego dziecka w domu, nawet z niemowlakiem wiszącym non stop na cycu, to była miła odmiana. Zwłaszcza, że znowu mam „wolne”, bo zaczęła też chodzić do logopedy, a że wszędzie prowadzi ją tata, ja mogę odsapnąć. Joy. 


Kolejny pierwszy raz zaliczyła Alicja. Dzisiaj po raz pierwszy wybrałyśmy się na zewnątrz bez wózka, w chuście. Na zakupy jedzeniowe… Powiem tak, powinnam była rozsądniej podejść do listy zakupów. Chusta + ciężka torba + parasol (no bo musiało zacząć padać), to jednak trochę za dużo na pierwszy raz. Zaraz zaliczymy drugi, bo zapomniałam pójść po drodze na pocztę. Ha! Muszę jednak powiedzieć, że zarówno chusta, jak i Alicja wzbudzały mnóstwo sympatii, gdzie się nie pojawiłyśmy, więc naładowałam się pozytywną energią na tej naszej pierwszej wycieczce.
 
W zeszłym tygodniu zaliczyliśmy pierwszy wypad na obiad na mieście i mimo, że nasza wizyta mocno się przedłużyła (obydwu naszym pociechom zachciało się kupę, przy czym Alicji dwa razy), było miło i pysznie. Fajnie jest nie musieć gotować. I zmywać. I jeszcze kawę i ciasto na koniec dadzą. Fajnie jest wyjść do świata. O tym gdzie jedliśmy napiszę szerzej w następnym wpisie. Trzeba polecać, bo to chyba nasze ulubione miejsce w Gdańsku w tej chwili.

A tak w ogóle, miesiąc za nami.

2 komentarze

  1. Aga
    Aga Reply

    zauważyłam jednak, że nikt nie patrzy krzywo. wolę te ciekawskie spojrzenia, niż wkurzone"a gdzie ta się pcha z tym wózkiem?"

Zostaw komentarz

Navigate