przekichane, czyli wyższa forma multitasking’u

Jeżeli ktoś wie co to multitasking, to na stówę ma więcej niż jedno dziecko. Umierałam ze śmiechu, kiedy w zeszłym tygodniu przyszła do mnie Lila, kiedy akurat zmieniałam pieluszkę Ali i poprosiła o wytarcie pupy. Załatwić sama się potrafi i choć parę razy robiła podejścia do podtarć, to w końcu zrozumiała, że nie warto, po tym jak zaliczyła gówniany dramat. No więc stałam przy tym przewijaku, podcierając dwie pupy na raz i dotarło do mnie, że tak już będzie wyglądało moje życie do samego końca. I wcale nie mam nic złego na myśli. Zawsze zależało mi na tym, żeby być w pełni zaangażowaną w to całe macierzyństwo, ale Ala już na strarcie dostaje o połowę mniej uwagi. Chcąc nie chcąc.

W tym tygodniu wycierałam nos starszej, młodszą jednocześnie „wysysając” Fridą. Do tego ..” mamo, chodź!” .. dochodzi jeszcze ..” mamo chodź!.. wołanie Lilki ..”mamo, chodź!”.. przerywające każdą zaczętą „mamo, chodź!”.. czynność.
Ponadto zapomniałam, że nowe dziecko kosztuje rodziców tyle stresu. Urodziła się. No to z głowy. Po paru dniach okazało się, że coś tam żółtaczka, żółtaczka zaczęła schodzić, pępek coś nie bardzo, pępek ok, zaczął się katar. Przekichane. Rodzisz się i na dzień dobry dostajesz kataru? Oby już było z górki, bo drugi tydzień chodzę niewyspana. Wiecie, że jest taka tortura, że delikwenta budzi się co godzinę. Po paru dniach jest tak ześwirowany, że nie wie, czy jest noc, czy dzień. Także ten…
A co u Was?

Zostaw komentarz

Navigate