dynia

Lubię rodzinne tradycje. A takie, które wymagają wspólnego klecenia czegokolwiek i upaprania się czymś po pachy, lubię najbardziej. Mamy z najukochańszym mężem tradycję robienia pierników na Święta od 2009 roku (ah..co za staż..), w planach mamy pomysł na robienie co roku ozdób na choinkę, ale dłubanie w dyni jest tak śmieszne już z samego założenia, że chyba i z tego zrobimy tradycję. Oto nr jeden. Poznajcie Franka. Miłą dynię ( koncepcja strasznej dyni odpada, bo czemu ma nas coś straszyć przez okno?), jak go nazywa Lila. Ot takie tam zajęcie na jesienny wieczór, jeśli macie dynię pod reką.
A jeśli chodzi o element kulinarny (bo wszak dynię się również spożywa), to odsyłam do najzajebistszego ciasta dyniowego na świecie.  

 

Zostaw komentarz

Navigate