nie karm mojego dziecka, czyli trzeba się dzielić

Na plac zabaw przychodzi dziewczynka, nazwijmy ją roboczo Julka. Julka zawsze je coś słodkiego i jedząc opowiada, co jej mama jeszcze ze słodyczy w torbie ma. I wszystko by było fajnie, niech sobie je, opowiada i ma nadwagę, tyle, że jej mama, z sobie tylko znanych powodów, każe córce obdzielać słodyczami inne dzieci. 
Ja rozumiem, że trzeba nauczyć dziecko kultury, i że trzeba się dzielić itd, ale aż mi się scyzoryk w kieszeni otwiera, jak Lilka drugi raz w ciągu godziny zabawy na placu, pobiega do mnie z jakimś lizakiem, mambą, czy innym śmieciem i pyta, czy może. Jak ja mam jej niby zabronić? Jak wszystkie dzieciaki jedzą? Zdarza mi się odmawiać, bo np zaraz idziemy na obiad, ale najczęściej jej po prostu pozwalam. Mama Julki nie jest przypadkiem odosobnionym i tak plac zamienia się w stołówkę. Gwiazdka co 20 minut, żryjcie cuksy na zdrowie! 
Ja się pytam, czemu, drogie mamy macie takie pomysły, żeby karmić wszystkie dzieci na placu? Ja się nie zgadzam. Że jak wasze jedzą, a inne patrzą, to co? Jakiś dramat wewnętrzny przeżywacie? Że niby w dorosłym życiu wszyscy maja po równo. Czego to uczy te dzieci? Oprócz żebractwa, bo raczej niczego innego. Jestem pewna, że jak dasz dziecku lizaka, drugie na pewno mu nie zabierze, bo też by chciało.
 
Nie jestem żywieniowym freak’iem i pozwalam Lili jeść słodycze, ale nigdy zamiast posiłków, albo, żeby ją zatkać. Pomijam fakt, że zazwyczaj, kiedy prosi o coś słodkiego, a ja proponuję w to miejsce alternatywną opcję w postaci czegoś „normalnego” do jedzenia, okazuje się, że jest zwyczajnie głodna i chętnie je cokolwiek, co jej proponuję. Jest zresztą jedzeniową minimalistką i jeżeli zje słodycze, to mogę mieć pewność, że nie zje np kolacji. Więc dzięki mamo Julki, że psujesz mi plan żywieniowy.
Ostatnio Julka czekała na mamę pod sklepem i pilnowała siostry w wózku. Byłam ciekawa, czy coś tam żuje znowu. Z ulgą stwierdziłam, że pierwszy raz, od kiedy ją znam, nie ma w ręku słodkiej przekąski. Głupio mi się zrobiło, że tak źle myślę o jej mamie i o niej, że jest takim łasuchem. A potem ze sklepu wyszła jej mama i wręczyła jej wafla…

Zdjęcia niezwiązane z tematem.

3 komentarze

  1. Avatar

    Nie wiem o co chodzi z tymi słodyczami. Mam wrażenie, że to dorośli uważają, że dzieci lubią słodycze, no a skoro dorośli tak mówią no to dzieci się słuchają. Nienawidzę jak ktoś mówi do mojego brata "ty to pewnie chcesz iść do mcdonalda albo na pizze", po czym odbywa się wiele poszukiwanie mcdonalda bo "dziecko chce". Dziecko? Fajnie, że inne dzieci się dzielą. Ty możesz nauczyć swoje mówić "nie, dziękuję", żeby umialo być asertywne, kiedy nie ma ochoty lub mama nie pozwala bo obiad.

  2. Aga
    Aga Reply

    wiesz, to nie do końca jest tak, że jrj się dzieje krzywda. ona słodycze bardzo chętnie. w tym problem. ćwiczenia z asertywności będę uprawiać na innym polu. ja sama nie dałabym rady w obliczu grupy jedzącej słodycze 🙂

  3. Avatar

    oj tak… wciąż tak mam, masakra jakas i te urodziny w przedszkolu gdzie inne mamy kupuja rozne specjaly do obdzielenia kazdemu dziecku w grupie..ciekawe czy na dentyste mi da…

Zostaw komentarz

Navigate