witaj w ciąży – upały, mdłości i rozstępy, czym sie ratować?

Przydługi tytuł, a lato krótkie.
Pierwsza ciąża przypadła mi na czas zimowy. Wspominam ten okres niezwykle dobrze, ale sama zima nastręcza mnóstwo niedogodności, zaczynając od ubrania brzucha, przez poruszanie się w śniegu, na braku świeżych warzyw i owoców kończąc. Raz, będąc w siódmym miesiącu (początek lutego, zimno jak diabli) spotkałam dzika, który rył w śnieżnej zaspie na Morenie (na środku uczęszczanej trasy), kiedy akurat szłam na wizytę u lekarza. Sama. Także no. Historia z dzikiem może nie jest na to dowodem, ale zima jest po prostu zła. Jak dzik. Trauma i tyle. Dlatego cieszy mnie, że tym razem jest lato. 

Jaka pora roku nie jest, ciąża ma swoje niedogodności, które każdy stara się zwalczać, na ile to możliwe. Jako, że póki co, odnoszę sukcesy w tej dziedzinie, dzielę się z Wami moimi sposobami na kilka z nich.

  • NA UPAŁ
Nie
narzekam, bo w końcu można się wygrzać, a wiadomo, że za dwa tygodnie
będzie po lecie, więc trzeba korzystać ze słońca. Nie mniej łatwo nie
jest. Po 20miniutach na słońcu, mam wrażenie, że nieprzyjemnie się
rozpływam i w dodatku dźwigam na barach 5kilo ziemniaków. Moim
najlepszym przyjacielem przez ostatnie kilka dni był wachlarz. Pomaga.
Polecam. Mi na przykład nie przeszkadza ani żar słońca, ani wysokie
temperatury, ale nie znoszę duchoty. Nawet na zewnątrz czuję czasem, że przydało by się otworzyć okno. A w tramwaju, to już naprawdę nie ma nic lepszego. Mieszkanie blisko morza ma latem jeden solidny minus – wszystkie tramwaje, niezależnie od pory dnia, zawsze są zapchane. Wachlarz najlepszy jest w zestawie powiększonym o coś na głowę, okulary i butelkę z piciem.

 

  • NA MDŁOŚCI
W pierwszej ciąży nie miałam nawet pojęcia, że mdłości mogą być tak upierdliwe. Nie mam na myśli wymiotów, bo tego nie dane mi było doświadczyć, zresztą wiadomo, że to koszmar. Mam na myśli
same mdłości. O każdej porze dnia. Lekarstwem w moim przypadku okazało
się spożywanie lodów. Jakich bądź. Rano, po południu i wieczorem. Przez
kilka miesięcy. Teraz, gdy mdłości już ustąpiły, lody zostały. Są lekarstwem na upały. Ostatnio rządzą te ze zdjęcia, choć promocja na Magnumy w Biedronce jest po prostu zbyt kusząca.

  • ROZSTĘPY
Właściwie temat rozstępów jest na tyle obszerny, że należałby mu się osobny post, ale nie rozmieniajmy się na drobne. W zasadzie można o nich powiedzieć jedno. Nie ma czegoś takiego, jak dobre geny. Jeżeli kobieta po ciąży nie ma rozstępów, to ma farta, albo mocno się starała ich uniknąć. Czasem mimo starań, rozstępy i tak nas dopadną i wtedy nie ma co płakać. Grunt, to zrobić, co się da, aby się nie pojawiły. 
Po ciąży nr 1 nie mam ani jednego. Nie ma mi jednak czego zazdrościć, bo uda i pośladki mam pasiaste. To pamiątka z czasów dorastania, kiedy jeszcze nie słyszałam o nawilżaniu (czternastki w latach 90tych nie wiedziały nic o życiu). Wiedząc, że mam do nich skłonność, podeszłam do sprawy z należytą powagą. Na zdjęciu mój tajny zestaw. W pierwszej ciąży używałam tylko szczoty i środkowego balsamu, ale teraz jestem mniej zorganizowana, więc drugi staram się mieć na szafce nocnej, w razie, gdyby się okazało, że znowu zapomniałam się posmarować. A w ciągu dnia noszę w torbie. Smaruję, kiedy tylko czuję pieczenie, albo „ciągnięcie” na brzuchu. Szczota świetnie ujędrnia skórę, do stosowania każdorazowo pod prysznicem. Tyle. Oby udało się i tym razem.

Zostaw komentarz

Navigate