lipiec

Czas płynie tego lata jakimś nierównym tempem. Z jednej strony leniwie i ospale, dni ciągną się, jak miękkie krówki. Z drugiej, aż trudno uwierzyć, że to już koniec lipca, że niby skończył się sezon na truskawki. Nawet nie porobiłam słoików, nie zamroziłam na jesień. Lecz mimo to, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu nadal trwa prawdziwe lato.

grupa chłopców pluska się w falach…o, nie, chwila, ten z długimi włosami, to przecież Lili we własnej osobie. kto by tam chciał siedzieć na brzegu, kiedy na morzu szaleje żywioł.

Już Wam kiedyś mówiłam, że mieszkanie nad samym morzem jest najwspanialsze na świecie. Cóż… jest i tyle. Nawet malutkie mieszkanie, w nienajciekawszej dzielnicy zyskuje 100punktów do lansu, kiedy człowiek może podziwiać fale od świtu, do zmierzchu. A po zachodzie słońca może się wsłuchiwać w szum morza, licząc pojawiające się na niebie gwiazdy, leżąc na chłodnym, miękkim piasku. Damn, I’m so lucky.

3 komentarze

Zostaw komentarz

Navigate