prawie 26 tydzień

Kiedy byłam w ciąży z Lili dostałam wspaniały prezent od losu w postaci pakietu bez żadnych dolegliwości. W 16stym tygodniu tańczyłam do piątej rano na swoim weselu i nawet nie dostałam zadyszki. Nie miewałam mdłości, a jedyne co mi doskwierało do bolące żebra, kiedy zaczął rosnąć mi brzuch. To też zupełnie nie potrafiłam się wczuć w biadolący ciężarówkowy klimat. Okazuje się, że los jest wyjątkowo przewrotny i karma dopadnie nas wszystkich.

Miało być tak pięknie, mieliśmy jeździć na wycieczki rowerowe po Trójmieście, polecieć do Londynu, zobaczyć się z kochanymi ludźmi, pojechać w Bieszczady. To miało być intensywne lato z brzuchem. Nie wyobrażałam sobie nawet, że może być inaczej. Wszak ciąża to nie choroba, a w pierwszej hasałam jak młoda koziczka. Cóż, nie tym razem. Są dni, kiedy nie mam siły się ruszyć. A są takie, że boję się, że ta moja wymarzona ciąża skończy się lada dzień i ten strach jest w sumie gorszy niż wszystkie boleści świata.
Ciąża zagrożona, podczas której nie ma obowiązku leżenia plackiem ma to do siebie, że w sumie nie wiadomo, na ile można sobie pozwolić, oprócz samego chodzenia. A jeżeli chodzi o chodzenie, to nawet spacer z dzieckiem stwarza tyle zagrożeń, że spacerować można tylko z obstawą. Nie wsadzisz własnego dziecka na huśtawkę, nie podniesiesz, kiedy zmęczy je chodzenie. Kulam się zatem te 200 metrów do najbliższego placu zabaw i ciszę się, że Lili to wystarcza, gdyby bowiem miała chęć na dłuższe wycieczki, to kto wie, czy byłabym w stanie ją dogonić. 

Nie powinnam narzekać, bo leżałam w szpitalnej sali z kobietami, które czeka nawet całe 9 miesięcy w łóżku z nogami do góry i powinnam się cieszyć, że mogę być w domu, ale trudno mi pogodzić się z faktem, że w tej chwili jestem praktycznie uziemiona i bezradna. Wiem, że wszyscy narzekają na pogodę, ale gdyby była lepsza, wyłabym z żalu, że nie mogę chodzić na plażę, więc cieszy mnie okrutnie, że lato dostosowuje się do moich potrzeb. Wręcz mam nadzieję, że taka aura się utrzyma, sorka za egoizm. Mogę tylko mieć nadzieję, że dociągnę do końca. No i, że wszystko będzie z nami dobrze, kiedy to wszystko się skończy. Niczego innego nie pragnę, jak tylko zdrowego maleństwa we wrześniu.

2 komentarze

  1. Jak nie te wakacje, to może przyszłe? Z prawie rocznym dzieckiem łatwiej podróżować niż z problematycznym brzuszkiem. Pozostaje mieć nadzieję, że karma i tym razem zadziała w odpowiednią stronę, czyli po problematycznej ciąży dziecko anioł 😉

  2. Aga
    Aga Reply

    Dzięki kochana! Ja już planuję następne lato, a póki co jest lepiej, więc korzystam z obecnego, na ile się da 🙂

Zostaw komentarz

Navigate