w domu

Wychodzę na dwór i mimo, że na niebie jest gruba warstwa chmur i pogoda z zeszłego tygodnia, którą dane mi było oglądać przez okno, zdaje się być tylko odległym wspomnieniem, myślę sobie, że to jest piękny dzień. Idę powolutku, delikatny wiatr rozwiewa mi włosy, ptaszki ćwierkają, a w domu śpią moje dwa skarby. Idę o własnych siłach i tylko to się liczy. Jest dobrze. Nawet taka zrypana pogoda może być pozytywna. Na zdjęciach rodzina plus brzuch puszcza latawca.

Kiedy wróciłam ze szpitala, Lila zdawała się mieć wątpliwości, czy to aby na pewno ja. Przytulałyśmy się bardzo długo i po chwili, już wszystko było jak trzeba. Dobrze być w domu. Dobrze robić zwyczajne rzeczy i żyć powolutku. Nie potrzebuję do szczęścia zawrotnego tempa, fajerwerków i żeby się działo. Potrzebuję małych radości. I mimo, że miałam ambitne plany wakacyjne dla rodziny i brzucha, to życie w zwolnionym tempie ma swój urok i będę do września starała się czerpać z jego uroków garściami.
Zdrówka Wam życzę.

Zostaw komentarz

Navigate