telewizja to zło? czyli o zupie literkowej

Ponoć dzieci nie powinny oglądać telewizji, bo to hamuje u nich proces kreatywnego myślenia. Ponoć hamuje również naukę mówienia. Zrobił się z tego niemalże trend. Mam na myśli wychowanie bez telewizji. Propagują go zresztą moje ulubione blogi amerykańskie. O samych blogach innym razem, dziś o nieoglądaniu telewizji przez dzieci.  Nigdy nie rozumiałam bowiem, czemu służyć ma taka asceza, ale dobra. Co rodzic, to inne teorie dotyczące wychowania.
No bo czemu mam zabraniać dziecku czegoś, co sama uwielbiałam robić jako dziecko. Pamiętam, jak w niedzielne poranki budziłam się o 7, żeby móc obejrzeć „Piotrusia Pana”. Telewizor był w sypialni rodziców i dostałam parę razy opieprz za takie odwiedziny 🙂 Już Wam pisałam o tym, jak bardzo kocham spać. Kiedy byłam mała też kochałam i mimo tego, byłam zdolna do takich poświęceń dla ulubionego serialu. 
Bajki zarówno w formie pisanej, jak filmowej są przecież częścią dzieciństwa. Są tworzone z myślą o maluchach. No dobra, pomijam kreskówki pokroju „Pingwinów z Madagaskaru”, bo one zdają się być bardziej kreskówkami dla dorosłych. Ale z założenia kreskówki są dla dzieci. Jest zresztą z czego wybierać. Lila przez długi czas uwielbiała stare polskie kreskówki takie jak „Reksio”, „Bolek i Lolek”,czy „Miś Uszatek”. Co kilka miesięcy ulubieńcy się zmieniają. 
Moje dziecko ogląda bajki. Uczy się zresztą mnóstwa nowych rzeczy. Podróżuje w nowe miejsca. Telewizja pomaga nam przekonać Lilę do rzeczy, których nie lubi robić, jak mycie zębów, czy branie lekarstw, kiedy jest chora, wystarczy, że ulubiony bohater robi te rzeczy ochoczo. Mieliśmy problem z przekonaniem Lili do zupy pomidorowej. Kiedy tylko zupa miała czerwony kolor, nie było mowy, żeby chociaż spróbowała. Tylko rosół. Do czasu, kiedy pojawiła się „Marta mówi” i jej zupa literkowa. Pomidorowa dostała drugą szansę i została „przechrzczona” na literkową. Literkowa smakuje jak pomidorowa, jedyne, co się zmieniło, to „wkładka” z makaronu literkowego z Lidla. Ot, przebłysk geniuszu, podczas zakupów. Warto było spróbować. Literkowa to zupa nr jeden w naszym domu, bardziej w tej chwili popularna niż rosół. Jest moc!

Zostaw komentarz

Navigate