gdyby kózka…

Ponoć jeden obraz wart jest tysiąca słów. Ta – dam! Prosz, zerknijcie co u nas. Bo słów mi brak. W przypadku naszych ostatnich – a właściwie Lilki ostatnich, przeżyć, słowa wydają się zresztą zbędne. Mam wrażenie, że ostatnio cały czas brak mi słów, na pomysły tego dziecka. Opadają mi ręce, kiedy ręka rzeczonego dziecka o pierwszej w nocy (sic!), po pięciu godzinach czekania zostaje zagipsowana przez pracownika SORu, zdziwionego zresztą, czemu dziecko śpi. Love NFZ…
Musicie wiedzieć, że Lilka nadrabia wszelkie braki w mówieniu, skakaniem. Cały czas. Dzielimy zatem stan milczenia. Ona milczy, bo nie chce gadać. Ja milczę, bo ileż można w kółko powtarzać. że ma przestać skakać? Zatem oto on – gips, zwany też bibem, bądź bisiem. Ręka nie boli, dziecko skacze nadal. 
Miłego weekendu.

Zostaw komentarz

Navigate