do roboty!

Praca uszlachetnia. Wiadomo. 
Po raz wtóry, czerpiąc (tym razem) ze źródeł motywacji, jaką daje zmiana roku na nowy, ruszyłam na poszukiwanie pracy. ( postanowienia, postanowienia..) Tak kochany czytelniku: APLIKUJĘ. Przy okazji dowiaduję się nowych rzeczy o sobie. O swoich licznych zaletach i kilku wadach, nad którymi stale pracuję (przy okazji do rubryczki z zaletami wpisuję: pracowita i ambitna.. No co?)
Nienawidzę szukać pracy, czuję się trochę, jak żebrak, bo ja sama o sobie wiem, że jestem zarąbista, ale wrodzona skromność (no dobra, wyuczona, bo tak naprawdę, to skromna nie jestem, a damie być wypada), nie pozwala mi jakoś tego tak poprostu, w kilku słowach, albo najlepiej kwieciście, wyrazić. Poza tym, kiedy mam o tym przekonywać innych, czuję się, jak, nie przymierzając, małpa w cyrku.
Okazuje się, że kobieta, która nie pragnie łączyć kariery z wychowywaniem dzieci, jest albo leniwa, albo nieambitna, a że ja osobiście, przejmuję się tym, co ludzie o mnie myślą i nie jestem ani leniwa, ani nieambitna, ruszam w Świat uzbrojona w plik civików, w nadziei, że praca marzeń czeka za zakrętem. Wbrew sobie, niestety. Każda matka wie, że wychowywanie dzieci, to harówka 24/7, bez przerw, wakacji i premii. Ale to najlepsza robota na świecie. Jestem wewnętrznie rozdarta.. Życie to nie bajka. Jeść trzeba. Gdybym mogła być tylko housewife i poświęcać się moim hobby i wychowywaniu gromadki dzieci, było by różowo, ale cóż… Trzymajcie za mnie kciuki.

Zostaw komentarz

Navigate