budzik i śpioch

Pamiętacie „Złote Myśli” z czasów podstawówki? Każdy pamięta. Wpaniały sposób, żeby zinwigilować przyjaciół. Szkoda, że to już niemodne. Chociaż teraz mamy fejsbuka, więc… Do rzeczy. Jedna z moich koleżanek na pytanie o hobby, odpowiedziała kiedyś „spanie” i choć początkowo parsknęłam śmiechem czytając jej odpowiedź, właśnie wtedy zrozumiałam, że spanie również dla mnie nie jest jedynie jakąśtam czynnością fizjologiczną, zwykłym ładowaniem baterii, żeby w dzień robić super fajne rzeczy. Nie! Zrozumiałam, że mam ze spaniem głębszą relację… że ja kocham spać.

Słyszę przez sen tupot bosych stópek w korytarzu, po chwili ktoś z impetem wskakuje do łóżka. Obejmują mnie małe ramionka. Małe nóżki szukają dostępu pod kołdrę. Otulam mój osobisty budzik i jeszcze chwilę leżymy przytulone. Teraz ma więcej cierpliwości. Choć nadal zdarza się, że bez ceregieli otwiera mi paluszkami oczy i krzyczy: „oć, mama!”, po czym z resztkami snu pod powiekami, zostaję zaprowadzona do jej pokoju, dostaję do ręki lalkę i z jednym otwartym okiem, mam odgrywać jakąś scenkę. Zdarza się to raczej rzadko.

W sumie kiedy przypominam sobie jej entuzjazm, kiedy budziła mnie jeszcze pół roku temu, jest mi trochę szkoda, że już jej przeszło. Budziła mnie niecierpliwie, całusami, śmiejąc się na głos, jakby ciesząc się, że znowu mnie widzi, jakbyśmy nie widziały się kilka dni 🙂 Teraz, kiedy zna kolej rzeczy, już się tak nie jara moim widokiem co rano… Eh. Szkoda.

Kiedy miałam zostać mamą, choć zabrzmi to wyjątkowo trywialnie, najbardziej martwił mnie potencjalny brak snu. Jestem pod tym względem okropna. Kiedy jestem zmęczona, potrafię zasnąć wszędzie, nawet na stojąco (co raz autentycznie mi się zdarzyło), z niewyspania zdarza mi się płakać i w ogóle pobudki 10 razy w ciągu nocy podczas ząbkowania Małej, to była dla mnie najgorsza tortura. Sen idealny trwa u mnie 10 godzin, więc rozumiecie, dlaczego nie czułam, że podołam. Fakt, że zdarza mi się wrzucać posty o pierwszej w nocy, stoi nieco w opozycji do tego, co przed chwilą zostało powiedziane, ale nie powiedziałam przecież, że się jakoś wyjątkowo wysypiam… Więc tego… Co ja mówiłam, aha! Mój najdroższy małżonek zasugerował mi ostatnio, że powinnam wstawać przed Lilą i to ja powinnam budzić ją… Żeby programować jej dzień ( im wcześniej wstanie, tym wcześniej pójdzie spać, dobre nawyki itd. rozumicie). W imię jakich wartości, pytam, miałabym rezygnować ze słodkiego snu i z przyjemności bycia budzoną przez tę cudowną istotkę? Czy matka Polka nie może być choć trochę egoistką? Czy ja jestem robotem? Czy muszę się zrywać o szóstej w imię jakichś idei wychowawczych? Dziękuję, postoję, albo raczej poleżę. Pierwsza zasada macierzyństwa: Śpij wtedy, kiedy śpi dziecko!
Miłego!

3 komentarze

  1. Avatar

    Sen rzecz święta! Dla mnie idealne jest 14 godzin snu. Mam to szczęście, że moja mała śpi tyle co ja i jakoś wielce nie ucierpiałam z powodu braku snu.

    P.S. Też zawsze piszę, że moje hobby to spanie! 😀

  2. Aga
    Aga Reply

    o żesz! to jest w ogóle możliwe? zazdraszczam i idę spać 🙂

  3. Avatar

    Hehe! Ja znam sposób – sprawić sobie 2 dziecko – jedno zajmuje drugie i coś tam do siebie paplają, a my z mężem dosypiamy!

Zostaw komentarz

Navigate