tajemnica renifera

Kiedy byłam mała, wydawało mi się, że ten cały renifer, to taki mit doczepiony do bajki o Mikołaju. I nie nie mam na myśli tego latającego… ogólnie renifer. Bo, że niby jak? Wiadomo, że żadne kopytne nie latają. Logiczne wydawało mi się więc, że renifer został zmyślony, tak jak Mikołaj. ( sorki za spoiler, dla tych, którzy wierzą…) Potem okazało się, że takie zwierze jednak istnieje, jak bzdurnie by to nie brzmiało. I że zasadniczo nie ma żadnych cudownych właściwości. Ot, trochę taki jeleń… Komu przyszło do głowy, żeby zrobić z takiego renifera magiczne zwierze pociągowe do sań Mikołaja? nie mam pojęcia… Ponoć ma to coś wspólnego z faktem, że jest ich sporo na północy, ale uważam, że sanie mogłyby być przecież ciągnięte przez jakieś stricte magiczne stworzenia…no nie wiem… elfy, albo coś zmyślonego specjalnie na potrzeby sań i całej legendy.
Po dziś dzień zostało jednak coś tajemniczego w świątecznym reniferze. Nigdy bowiem nie widziałam renifera, a wiadomo, że jak czegoś nie widzieliśmy, to ta rzecz, tak jakby, trochę nie istnieje… jak yeti na przykład. Więc kiedy dziś poszliśmy zobaczyć renifery, z radości przebierałam nóżkami, widząc z daleka ich zagrodę. Potwierdzam, są prawdziwe, piją, jedzą i strzygą uszami. Jupi! Moje wewnętrzne dziecko skakało dziś wysoko-o. Tylko Mikołaj jak zwykle sztuczny.
(No i jeszcze pierniki już upiekli, a na Jarmarku nie było. Jak może nie być stoiska z piernikami na Świątecznym jarmarku?)

Czy możecie proszę polubić mnie na fejsie? 

1 Comment

Zostaw komentarz

Navigate