koszmar blogera

Wyobraź sobie swój najgorszy koszmar (jeśli blogujesz, jeśli nie, wczuj się w rolę). Poza brakiem wi-fi, jest tylko jedno zdarzenie, które można nazwać gorszym. I spotkało ono mnie…
Każdy tekst na bloga opatruje się zdjęciem, bądź mnogością zdjęć. Każdy to wie. Książki z obrazkami są fajniejsze, no nie? Bloger musi mieć czym pstrykać. Oczywista oczywistość. Kilka dni przed Świętami posiałam gdzieś kartę do aparatu. To się zdarza, nie robiłam z tego dramatu, bo z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, a jutro znów wzejdzie słońce. Wsiąkła mi gdzieś w tranzycie między laptopem, a rzeczonym aparatem. Mogłabym kupić nową, ale po co? Wiem, że GDZIEŚ JEST. Dziś rano olśniło mnie, że może niekoniecznie. Mam bowiem mgliste wspomnienie, że sprzątając przed Świętami wciągnęłam coś odkurzaczem. Już jest trochę gorzej…
Pozostawmy jednak sprawę aparatu, mam przecież smartfona i cykam nim zdjęcia bez opamiętania, nierzadko raczę nimi również Was. Do czasu. Wchodzę sobie do łazienki kilka dni temu, celem zrobienia makijażu. Nie zapalając światła. Sięgam po tusz w ciemności i słyszę łomot. Coś po drodze strąciłam. Zapalam więc szybko światło, żeby zorientować się w sytuacji i modlę się, żeby cokolwiek to było, nie wpadło do toalety. Jednak wpadło… I to był mój telefon… Mam opadnięte wszystko z uczucia niemocy moi mili. Ręce, cycki, wszystko opada. Klasyczna ciapa. Bloger bez aparatu, jest jak żołnierz bez karabinu. Liczę, że jakoś się z tej niemocy wykaraskam. Żeby mnie pocieszyć, możecie mnie polubić na fejsie.

Zostaw komentarz

Navigate