sto pomysłów na minutę

Byłam już dzisiaj koniem, rozegrałam mecz piłki nożnej na placu zabaw, w którym moja osobista córka rozgromiła kilku równolatków, udawałam też kotka, grałam koncert na niby, a w między czasie ogarnęłam zakupy i obiad. Także ten, ogólnie, dzień, jak co dzień. Nie wiem, jakie trzeba mieć moce, przy większej ilości dzieci, ale ja przy jednym mam wrażenie, że my matki mamy zdolność naginania czasoprzestrzeni i praw fizyki w ogóle. 
Mam czasem telefon przy sobie i dzięki temu cudowi techniki, mogę Wam zafundować relację foto z nauki jazdy na nartach u nas w domu, wycieczki rowerowej kuchnia – sypialnia ( no dobra, samej wycieczki nie mogę fotografować, bo muszę trzymać kaczkę na siedzeniu dla pasażera, ale mam dla Was zdjęcia jej niezwykłych uczestników), deszczowego popołudnia w domu, czy liczenia nowych (!) bombek mamy przed Świętami. Fantazja ponosi moje dziecko w nowe nieodkryte dotąd rejony, a ja godzę się na wszystko, bo od bycia koniem, bolą mnie już kolana i plecy. 
Miłej niedzieli.

Zostaw komentarz

Navigate