akcja szafa

Dobra! Wczoraj zrobiłam porządek w szafie. Jedna siata poszła do kontenera PCK, a wielka waliza czeka na swap’a, I kiedy tak rozważałam, że w szafie mam pełno szmat, a i tak, jak zwykle, nie mam co na siebie włożyć, i kiedy już planowałam grubsze zakupy na ASOS’ie, natknęłam się na posta u Mo. O TU. Sam post ma w tytule znak zapytania, no bo, halo… czy faktycznie można nie kupować ciuchów przez rok? Zgadnijcie kto planuje to sprawdzić! Ja! no, i Mo też… zgapiłam.
W poście Mo przytacza ten artykuł Michała Zaczyńskiego, po którego lekturze stwierdzam, że nie tylko mogłabym, ale naprawdę chcę to zrobić. Nie jestem szafiarką, nie mam nic wspólnego z modą, bardziej niż masthew Kasi Tusk, przemawia do mnie slow fashion Stylediggerki. Chodzenie po sklepach mnie męczy, a nowe rzeczy wiszą z metką w szafie, bo w zasadzie chodzę ciągle w tych samych rzeczach, moich ulubionych. Może powinnam łaskawszym okiem spojrzeć na rzeczy, które mam, rozsądniej je dobierać…? Może osiągnę jakąś ubraniową nirwanę… Polecam artykuł, bo Pan Zaczyński ma próbę za sobą i w dodatku jest szopoholikiem, jego garderoba jest pewnie wielkości mojego mieszkania. Za mnie trzymajcie kciuki.
Zasady są proste:
  • przez najbliższy rok nie wydaję pieniędzy na ciuchy (w lumpeksach też, to co, że „za złotówkę, to jak za darmo”. zero);
  • prezenty się nie liczą;
  • w razie awarii butów, czy innej części garderoby, robię odpust;
  • kupowanie dla innych się nie liczy (idą Święta, mam małe dziecko…)

Robię to, bo mam dość upychania ciuchów po kartonach, i różnych zakamarkach, bo mam małe mieszkanie i muszę usprawnić system przechowywania, pozbyć się gratów – zaczynam od siebie ulepszanie przestrzeni wokół siebie. Amen
Who’s in?

1 Comment

Zostaw komentarz

Navigate