fail stulecia

Nie mogłam się zdecydować, czy opowiedzieć Wam tą historię. W końcu znamy się krótko i nie chciałam, żebyście uznali mnie „na dzień dobry” za totalnego oszołoma i debila, ale doszłam do wniosku, że takie rzeczy zdarzają się czasem każdemu (błagam, potwierdźcie, że i Wam) i nie ma co przeżywać. Piszę ku przestrodze. Dla każdego szczęśliwego człowieka, który czasu nie liczy, w totalnym oderwaniu od rzeczywistości.
No więc pojechałam sobie na wakacje. Wspominałam o tym radosnym wydarzeniu tu. Bilety kupione. 21 września wylot, 25 września powrót. Na pierwszy raz wystarczy. Kilka dni świętego spokoju, spotkania z dawno niewidzianymi psiapsiółami i już pora wracać. Wracam więc. Jadę na lotnisko, ważę torbę, mając nadzieję, że nie będę musiała upychać nic po kieszeniach, sprawdzam tablicę odlotów i ze zdziwieniem stwierdzam, że mojego lotu tam nie ma. Sprawdzam godzinę na tych cholernych papierach, no zgadza się. Ustawiam się do kolejki, żeby zapytać pana Ryanaira o co cho, a w myślach ściskam już moje kochane dziecię w progu naszego mieszkanka. Moje myśli krążą wokół spotkanych przez te kilka dni znajomych. Marta w bliźniaczej ciąży. Ciekawe kiedy mnie odwiedzi w Polsce? Marta, moja kochana Marta, ma w piątek urodziny, wyślę jej kartkę zaraz po powrocie, powinna dojść do 27… ( Zobaczyliście zapalającą się żarówkę? Bo właśnie w tym momencie się zapaliła!) Skoro 27 września jest w piątek, a dziś jest czwartek… Nie, nie, nie… To się nie dzieje naprawdę… 
Tak moi drodzy. Spóźniłam się na samolot. O DZIEŃ! Nie wiem w którym momencie wmówiłam sobie, że 25 to czwartek, ale tak w to uwierzyłam, że nie przyszło mi do głowy, żeby to zweryfikować. Wiocha na max’a. Myślisz o sobie, że jesteś bystra i ogólnie ogarniasz i tu nagle trach. Stoisz na Stansted i jak debil mówisz do pana Ryanaira, podając mu te cholerne papiery: „Chciałam zapytać, czemu mój lot się nie wyświetla, ale ten samolot już chyba poleciał”. A pan z troską w głosie potwierdza tylko :” Tak kochanie, wczoraj” i pewnie się zastanawia, gdzie twój prawny opiekun.
Skaza na życiorysie.
Żarty na ten temat będą się zapewne za mną ciągnąć latami:
„Aga, w telewizji byłaś dzisiaj, w takim programie o lotniskach” (okazuje się, że to się zdarza dość często – znaczy, nie, że ja w telewizji, ale, że ludzie mylą daty odlotów. kamień z serca, bo już sądziłam, że jestem jedynym takim debilem na ziemi);
„Ej Aga, a jak idziesz do biedronki, to używasz GPS’a, żeby się nie zgubić?  – Nie, ale wraca po dwóch dniach”;
„To co Aga? Przyjeżdżacie do nas w niedzielę? Ale wiesz, w tą, nie następną.” 
Szczęśliwi czasu nie liczą, ale powinni sprawdzać kalendarz od czasu do czasu.
Pozdrawiam Was
Agiszon zwany też Gapą

1 Comment

  1. Pingback: Małe Psotki

Zostaw komentarz

Navigate