london

No więc, nie było mnie przez chwilę. Po dwóch latach od urodzenia córeczki, udałam się na zasłużony urlop. Udało mi się nawet przeczytać książkę. Całą. Rzadko mi wychodzą ostatnio takie osiągnięcia. 
Nie ma drugiego miejsca na świecie, które darzyłabym takim sentymentem. Poniekąd uważam Londyn za dom, choć przy okazji każdych odwiedzin, utwierdzam się w przekonaniu, że decyzja o powrocie do kraju była jedną z lepszych, jakie w życiu podjęłam, a Gdańsk, to istny raj na Ziemi. Tęsknota
za Londynem chyba nigdy mi nie przejdzie, życie tam ukształtowało wiele moich poglądów na różne poważne sprawy. Wiecie, te z tych życiowo ważnych. Mogłabym może kiedyś tam wrócić, jednak w moim odczuciu, to
miasto idealne do życia dla singli. Nie wyobrażam sobie mieszkać tam z
dzieckiem. Pomijając drożyznę, hałas i zanieczyszczenie powietrza, nie chciałabym odcinać małej od „polskości”. Denerwuje mnie trochę w Londynie (oprócz podróży metrem – choć i za tym można się stęsknić) ten wszechobecny mix kulturowy. Byłam nim zafascynowana, kiedy pierwszy raz przyjechałam do Londynu. Wiecie, to było takie spełnienie marzenia o miejscu, w którym każdy, niezależnie od pochodzenia i koloru skóry, może być szczęśliwy. Młodzieńczy romantyzm… Fascynacja z czasem, zamieniła się w irytację. Marzenia marzeniami, a rzeczywistość daje po gębie. Jestem przekonana, że w Polsce moje dziecko będzie postrzegane pod kątem indywidualnych cech i umiejętności, tam byłoby oceniane pod kątem pochodzenia. Niestety, ile milionów ludzi, tyle uprzedzeń, nawet u tych najbardziej otwartych. Chyba właśnie to mnie zachęciło do powrotu. Chęć bycia sobą, a nie kolejną Polką. Nie lubię szufladek.
Swoją drogą, ku memu zdziwieniu w Londynie nie padało  i nawet było ciepło. Tym większy przeżyłam szok, wysiadłszy na lotnisku w Gdańsku. „Winter is coming”… znowu. Czas wyciągnąć ciepłe gacie z pudeł.
Kolejna oderwana refleksja: rozstanie z dzieckiem, to próba gorsza do zniesienia dla matki, niż dla dziecka. Temat do zgłębienia .

2 komentarze

  1. Avatar

    Nie do końca chyba podbierają mamom z szaf, ja znam kilka takich młodszych szafiarek i one faktycznie mają te wszystkie ciuchy. Ale nigdy nie miałam w sobie aż tyle wścibskości żeby wprost zapytać skąd mają na to kasę. Może faktycznie dostają po kilkaset złotych miesięcznie na zakupy. Zazdroszczę im 🙂

    A Londyn kocham całym sercem, jakkolwiek banalnie to nie brzmi. I czekam aż się mój syn torchę usamodzielni żeby znów tam lecieć, choćby tylko na 2 dni.

  2. Aga
    Aga Reply

    Wcale nie brzmi banalnie. Podzielam tę miłość i rozumiem. Życzę powodzenia w realizacji tego zacnego planu 🙂

Zostaw komentarz

Navigate